Hit czy kit: Mateusz Morawiecki reaguje na wypadek polskiego autobusu w Chorwacji

Mateusz Morawiecki rzadko przepuszcza okazję do autopromocji. Czy jednak czasami trochę go nie ponosi?


Istnieje taka oklepana formułka w public relations, która głosi, że kryzys może być twoją wielką szansą. Na gruzach wizerunku mają się wznosić solidne gmachy, a ludzkie tragedie powinny kreować przyszłych liderów.

Podobało się to wam czy nie, premier Morawiecki jest mistrzem wykorzystywania różnych kryzysowych „szans”. W swoim mandacie nie przepuścił chyba żadnej okazji do pokazania jakim jest empatycznym człowiekiem i jednocześnie poważnym politykiem. Oczywiście mówimy tu o kryzysach, które nie dotyczą bezpośrednio jego osoby – bo te często bagatelizuje i próbuje je zbyć banałami i nowomową, obowiązkowo szukając po drodze kozłów ofiarnych.

Kiedy jednak źle się dzieje, a powodem tego nie jest polityka rządu – premier jest w swoim żywiole.

Tragedia polskich pielgrzymów w Chorwacji to bez wątpienia jego ulubiony typ kryzysu. Wypadek, pielgrzymi (wyborczy target PiS-u), ludzkie nieszczęście. Coś takiego nie mogło pozostać bez reakcji rządu.

I to wielopoziomowej.

  • Reakcja „złotej godziny”

Wyrażenie pochodzące z ratownictwa medycznego znalazło zastosowanie w PR-rze w odniesieniu do pierwszej błyskawicznej reakcji na kryzys. W przypadku wypadku w Chorwacji, Mateusz Morawiecki w tej pierwszej rundzie zrobił trzy podstawowe rzeczy.

Złożył ofiarom i ich rodzinom wyrazy współczucia.

Rozmawiał z premierem Chorwacji Andrejem Plenkoviciem.

Wysłał na miejsce zdarzenia ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

  • Reakcja doraźna

Czyli doraźna pomoc ofiarom i ich rodzinom.

To przede wszystkim organizacja powrotu poszkodowanych, która akurat w tym wypadku spadła na barki Ministerstwa Zdrowia.

Wraz z ministrem Niedzielskim do Polski wrócili ci w lepszym stanie zdrowia.

Potem przysłano samolot po pacjentów wymagających opieki medycznej.

  • Reakcja długofalowa

Jak uczą podręczniki komunikacji kryzysowej, po krokach doraźnych przychodzi kolej na kroki strategiczne. W tym konkretnie przypadku, premier postanowił przedstawić plan, co zrobić, aby podobny wypadek nigdy się nie powtórzył.

Terenowe konferencje prasowe to już klasyka działań Mateusza Morawieckiego (chętnie „zgapiana” przez innych członków rządu). I tak, 10 sierpnia, premier pojawił się w MOP Brwinów Północ, gdzie osobiście zainteresował się techniczną sprawnością autobusów jeżdżących po polskich (i nie tylko) drogach.

Foto: KPRM

„Sprawność pojazdów jest kluczowa. To dlatego między innymi poleciłem Inspekcji Transportu Drogowego zintensyfikowanie wszystkich weryfikacji sprawności pojazdów, zwłaszcza pojazdów autobusowych, autokarów dzieci, które wyjeżdżają na różnego rodzaju kolonie, na wakacje. Rodzice muszą mieć pewność, że dzieci poruszają się bezpiecznym pojazdem”, powiedział przy tej okazji.

Warto zwrócić uwagę jak Morawiecki wprawnie wykorzystuje ulubiony „ocieplacz” polityków – dzieci. No bo z pielgrzymami nie każdy musi się identyfikować – na wypadki z udziałem dzieci wyczuleni są nie tylko rodzice.

Dodatkowo, z Ministerstwa Zdrowia popłynęły też podziękowania stronie chorwackiej.

Co potem?

Jakkolwiek podręcznikowe nie byłyby reakcje Mateusza Morawieckiego z punktu widzenia komunikacji kryzysowej, jako polityk często daje się on swoim działaniom wizerunkowym trochę za bardzo ponieść. Bo jeśli nagle premier, a nie minister, zaczyna się bawić kwestiami transportowymi, to potem, jeśli wybuchnie kryzys w resorcie (czy tak trudno sobie wyobrazić wypadek autobusu w Polsce?), wyborcy mają pełne prawo winnego widzieć w premierze i żadna wymuszona dymisja ministra tu nie pomoże.

Druga kwestia to konsekwencje niektórych działań wizerunkowych. Na fali solidarności z napadniętą Ukrainą, premier zaoferował uchodźcom wszystko co tylko wpadło mu do głowy. Wszystko – oprócz długofalowego planu na wypadek gdyby wojna miała potrwać. Poniekąd wykopał więc pod sobą dołek, bo wojna trwa, Polska jest główną ostoją uchodźców, a nastroje społeczne ulegają stopniowym zmianom. Coraz więcej osób uważa przywileje dla Ukraińców za nieuzasadnione i pytanie czasu, kiedy zaczną rosnąć w siłę ruchy antyukraińskie.

PR to fajna sprawa, ale w rękach premiera Morawieckiego ma niestety dwa ostrza.


Chcesz być na bieżąco? Zostaw nam swój mail!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: