Psia propaganda: Jak politycy wykorzystują swoich ulubieńców

Najlepszy przyjaciel człowieka może być też najlepszym przyjacielem polityka. Od Patrona szukającego min do Nemo sikającego przy kominku


Ta historia chyba nikomu nie umknęła

Pies Patron, ukraiński specjalista od wykrywania min, 8 maja został oficjalnie ogłoszony bohaterem Ukrainy. Odznaczenie odebrał z rąk prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, a w uroczystości wziął też udział przebywający akurat z wizytą w Kijowie kanadyjski premier Justin Trudeau.

Według oficjalnych ukraińskich danych, Patron miał w Czernichowie odnaleźć ponad 250 ładunków wybuchowych, a warto też wspomieć, że w ciągu zaledwie siedmiu tygodni udało mu się dorobić ponad pół miliona followersów na Instagramie. Na Twitterze idzie mu trochę gorzej – śledzi go tu „tylko” ponad 18 tysięcy osób – ale to i tak imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że profil Patrona został otwarty dopiero w kwietniu.

Foto: Instagram

Jak to jest, że ktoś w Państwowej Służbie Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, w samym środku wojny postanowił założyć profile w mediach społecznościowych jednemu z pracujących tam psów?

Ukraina – nie powinniśmy o tym zapominać – prowadzi wojnę nie tylko zbrojną, ale też propagandową, a pies jest po prostu doskonałym „ocieplaczem” i lepiej „uczłowiecza” instytucje od – no właśnie – człowieka. Oto dowód: oficer opiekujący się Patronem odznaczony na tej samej uroczystości (ale też dziesiątki żołnierzy regularnie otrzymujących odznaczenia od ukraińskiego prezydenta) nie zainteresował chyba żadnego dziennikarza – pies z kolei doczekał się wzmianek w najbardziej znaczących mediach na całym świecie.

I oczywiście, dołożył w ten sposób cegiełkę do wizerunku Ukrainy jako państwa „sympatycznego” i pozytywnego bohatera w narracji o wojnie.

Pies-koło ratunkowe

Najsłynniejszym przykładem użycia psa do celów PR-owych jest mowa Richarda Nixona, wtedy senatora z Kalifornii i kandydata na miejsce wiceprezydenta, wygłoszona w 1952 roku, a która do historii przeszła jako „the Checkers speech”.

Broniąc się przed zarzutami o nieregularności przy okazji korzystania z funduszu utworzonego przez jego zwolenników, Nixon przez pół godziny opowiadał przed kamerami o swoim skromnym życiu. Wspomniał też o psie.

Foto: Presidential Pet Museum

„Jeszcze jedna rzecz, o której prawdopodobnie powinienem powiedzieć, bo jeśli tego nie zrobię, prawdopodobnie będą mówić to o mnie. Dostaliśmy coś – prezent – po wyborach. Mężczyzna w Teksasie usłyszał, jak Pat w radiu wspominała, że nasza dwójka dzieci chciałaby mieć psa. I, wierzcie lub nie, dzień przed wyjazdem w ramach tej kampanii dostaliśmy wiadomość z Union Station w Baltimore, że mają dla nas paczkę. Poszliśmy po to. Wiecie, co to było? W skrzynce przesłanej z Teksasu był mały piesek cocker spaniel. Czarno-biały, cętkowany. A nasza mała dziewczynka – Tricia, sześciolatka – nazwała go Checkers. Moje dzieci, jak wszystkie dzieci, kochają tego psa i chcę tylko powiedzieć, że niezależnie od tego, co o tym powiedzą, zatrzymamy go”, powiedział Nixon i uratował swoją kandydaturę (Dwight Eisenhower miał już szukać jego zamiennika, jeśli okazałoby się, że wizerunek Nixona jest nie do naprawienia).

Pies-straszak

Pies niekoniecznie musi być miłym pupilem, co udowodnił z kolei Władimir Putin.

W 2007 roku w Soczi spotkał się on z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, a wraz z prezydentem Rosji w rezydencji pojawił się też jego czarny labrador, Komi. I może nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie fakt, że Merkel śmiertelnie boi się psów i jakoś trudno uwierzyć, że dawny szpieg nie miał tej informacji. W 2016 roku Putin powiedział wprawdzie w wywiadzie dla niemieckiego dziennika Bild, że chciał dla pani kanclerz „zrobić coś miłego” i „kiedy tylko dowiedziałem się, że nie lubi psów przeprosiłem ją” – chyba jednak nikt mu nie uwierzył.

Merkel miała po spotkaniu powiedzieć dziennikarzom: „Rozumiem, dlaczego musi to zrobić – żeby udowodnić, że jest mężczyzną. Boi się własnej słabości. Rosja nie ma nic, nie ma udanej polityki ani gospodarki. To wszystko, co mają.”

I trudno trafniej ująć rolę jaką przyszło odegrać Komi

Pies-maskotka

Najbardziej pierwotną funkcją psa w polityce jest oczywiście funkcja maskotki.

Jednym z argumentów używanych przez przeciwników Donalda Trumpa był ten, że to pierwszy prezydent, który wprowadził się do Białego Domu bez zwierzaka. A jeśli nie ma zwierzaka – no to po prostu musi być złym człowiekiem.

Bo poprzednicy Trumpa (i demokraci i republikanie) byli wielkimi wielbicielami psów.

Oto Barack Obama i jego ulubieniec, Bo.

Foto: White House

A to już George W. Bush i Barney.

Foto: Reuters

Na koniec jedna psia gafa. Pies Emmanuela Macrona najwyraźniej nie umie się zachować w ważnym towarzystwie. Mimo niestandardowego zachowania – Nemo sikający do kominka raczej pozytywnie odbił się na wizerunku jego właściciela.


Chcesz być na bieżąco? Zostaw nam swój mail!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: