Dzień zwycięstwa nad faszyzmem: Trzy mowy, dwóch prezydentów, jedno wielkie rozczarowanie

W rocznicę zakończenia II wojny światowej najmniej mówiło się w tym roku o II wojnie światowej. I Putin i Zełenski wykorzystali obchody do powtórzenia swoich stanowisk


Już na kilka tygodni przed 9 maja rozpoczęły się spekulacje, co powie tego dnia Władimir Putin.

Ogłosi zwycięstwo na Ukrainie według jakichś swoich wymyślonych kryteriów?

Wypowie Ukrainie wojnę totalną?

A może zdecyduje się na zakończenie tego, co nazywa „specjalną operacją wojskową”?

Putin uznał, że zaskoczy przeciwnika w inny sposób – po prostu go rozczarowując.

Zagraniczni doradcy banderowców

Mowa Władimira Putina na placu Czerwonym była w tym roku wyjątkowo krótka i wyjątkowo sztampowa. Żadnych nowych wątków, żadnych ciekawych chwytów retorycznych, generalnie żadnego punktu zaczepienia dla wielbicieli przemówień. Mam wrażenie, że prezydent Rosji jest jej osobistym autorem, bo całość brzmiała dość urzędniczo i żaden poważny speechwriter nie podpisałby się pod czymś tak szablonowym.

Putin skoncentrował się na powtarzaniu dobrze znanych tez rosyjskiej propagandy.

Np. tej, że na Ukrainie od dłuższego czasu trwały „przygotowania do kolejnej akcji karnej w Donbasie, do inwazji na nasze historyczne ziemie, w tym na Krym. W Kijowie ogłosili możliwość nabycia broni jądrowej. Blok NATO rozpoczął aktywny rozwój militarny sąsiadujących z nami terytoriów.” Dlatego też Rosja musiała wystosować „cios prewencyjny”.

Foto: kremlin.ru

„Wszystko wskazywało na to, że starcie z neonazistami, banderowcami, na których postawiły Stany Zjednoczone i ich młodsi partnerzy, będzie nieuniknione. Powtarzam, widzieliśmy, jak rozwija się infrastruktura wojskowa, jak zaczęły pracować setki zagranicznych doradców, były regularne dostawy najnowocześniejszej broni z krajów NATO. Niebezpieczeństwo rosło z każdym dniem”, powiedział między innymi Putin.

Z całej tyrady nad jedną tylko tezą dałoby się popracować.

Rosyjski prezydent wspomniał w pewnym momencie o amerykańskich weteranach, którym jakoby zabroniono w tym roku przyjechać do Moskwy. „Ale chcę, żeby wiedzieli, że jesteśmy dumni z ich wyczynów, ich wkładu we wspólne zwycięstwo. Honorujemy wszystkich żołnierzy armii alianckich – Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów – uczestników ruchu oporu, odważnych żołnierzy i partyzantów Chin – wszystkich, którzy pokonali nazizm i militaryzm”, stwierdził.

I to dość zgrabne ujęcie tego, czym powinien być dzień zwycięstwa nas faszyzmem: opowieścią o wspólnocie w obliczu zła i jedności ponad podziałami.

Gdyby Putin zbudował swoją przemowę wokół tego wątku to pewnie przyprawiłby dywagujących analityków o zawał serca.

Nigdy więcej znowu

Przemowy – a właściwie przemów, bo Ukraina świętuje koniec II wojny światowej aż dwa dni: 9 maja to Dzień zwycięstwa nad nazizmem w II wojnie światowej, 8 maja to Dzień Pamięci i Pojednania – Wołodymyra Zełenskiego nikt może nie wyczekiwał, ale spodziewano się, że ukraiński prezydent w jakichś sposób odpowie Rosjanom.

I odpowiedział – pytanie tylko, czy zrobił to jak należy.

Zacznijmy od wystąpienia 8 maja.

To przede wszystkim wysokiej jakości czarno-biała produkcja wideo wśród zgliszczy kijowskiego przedmieścia, Borodzianki. Zełenski w t-shircie „I’m Ukrainian” przemawia przed ruinami budynków mieszkalnych, a przebitki z ataku Rosjan pokazują, co wydarzyło się w tym miejscu po 24 lutego. Świetny montaż, budująca napięcie muzyka w tle – technicznie film jest bez zarzutu.

Co do samego przemówienia to trudno oprzeć się wrażeniu, że Zełenski z biegiem tygodni wpada w coraz większy patos i że ta droga prowadzi go donikąd.

Konceptualnie mowa kręci się wokół frazy „nigdy więcej”, która symbolizuje dawne nadzieje, że po II wojnie światowej nic tak strasznego nigdy się już nie powtórzy.

„Wyobraź sobie ludzi kładących się spać w każdym z tych mieszkań. Mówią sobie dobranoc. Wyłączają światła. Przytulają bliskich. Zamykają oczy. O czymś marzą. Zapada zupełna cisza. Wszyscy zasypiają, nie wiedząc, że nie wszyscy się obudzą. Śpią spokojnie. Marzą o czymś przyjemnym. Ale za kilka godzin obudzą ich wybuchy rakiet. I ktoś już nigdy się nie obudzi. Nigdy więcej”, snuł opowieść Zełenski wskazując ruiny z swoimi plecami (któryś z jego doradców najwyraźniej inspirował się storytellingiem à la Barack Obama).

„Nigdy więcej” dzisiaj, to według niego nie to samo co „nigdy więcej” kiedyś. „Słowo „nigdy” zostało usunięte z tego hasła. Amputowane podczas tzw. operacji specjalnej. Wbili mu nóż w serce i patrząc mu w oczy powiedzieli: „To nie my!” Torturowali słowami „nie wszystko jest tu jasne”. Zabili „Nigdy więcej”, mówiąc: „Możemy to powtórzyć”, mówi Zełenski, a ja przewracam oczami przez nadmiar wzniosłych metafor.

Po raz kolejny przewracam oczami, kiedy na koniec mowy „nigdy więcej” ewoluuje w „nareszcie znowu”.

„Pokonamy zimę, która zaczęła się 24 lutego, trwa 8 maja, ale na pewno się skończy, a ukraińskie słońce ją stopi! A my wyjdziemy na spotkanie naszemu świtowi w całym kraju. A rodzina i bliscy, przyjaciele i krewni znów będą razem! Wreszcie znowu! A nad tymczasowo zajętymi miastami i wsiami znów będzie powiewać nasza flaga. Wreszcie znowu! I spotkamy się razem. I nastanie pokój! Wreszcie znowu! I nigdy więcej nie będzie już czarno-białych snów, tylko niebiesko-żółty sen. Wreszcie znowu!”, kończy przemówienie Zełenski.

Wyobrażam sobie, że celem Zełenskiego i jego ekipy było przybliżenie nam ludzkiego wymiaru wojny i ludzkiego cierpienia. Ale to właśnie ludzi zabrakło w tych wydumanych frazach. Ofiary są anonimowe, gubią się po stosami porównań i figur retorycznych. Mimo ważkiej chwili i ważnego tematu – nie jest to mowa, która przejdzie do historii.

Kajdany naszego błękitu

9 maja pojawiło się kolejne wystąpienie Zełenskiego – znów świetnie zrealizowane technicznie. Ukraiński prezydent idzie główną ulicą Kijowa, Chreszczatykiem – tym razem w kolorze (i z filtrem). Przebitki przypominają jak na tej samej ulicy 24 sierpnia 2021 roku Ukraina obchodziła 30-lecie niepodległości.

Było trochę bardziej na temat niż dzień wcześniej, bo Zełenski wiele mówił o II wojnie światowej i ofiarach, jakie w walce z nazizmem poniosła Ukraina. Porównania do sytuacji obecnej były jak najbardziej trafione, dość zgrabnie wypadła też obietnica, że niedługo Ukraińcy będą świętować „dwa dni zwycięstwa”.

Niestety, przemowa znów ocieka patosem i zwrotami typu: „Nie ma kajdan, które mogłyby związać naszego wolnego ducha” albo „Wrogie strzały i rakiety latały po naszym niebie, ale nikomu nie udało się przyćmić naszego błękitu”.

Mam nieodparte wrażenie, że Zełenski powoli staje się karykaturą samego siebie. Jego produkcje są coraz bardziej monumentalne i wyreżyserowane, a występy bardziej pasują do Zełenskiego-aktora niż do Zełenskiego-lidera.


Chcesz być na bieżąco? Zostaw nam swój mail!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: