Kampanie na Węgrzech i w Serbii: Pokój jako prorosyjski spin

Premier Węgier Viktor Orban i prezydent Serbii Aleksandar Vučić przejechali się ostatnio pociągiem. Wspólne podróże to nie jedyne co ich łączy


Nie był to oczywiście byle jaki pociąg, a pierwszy od lat pociąg na relacji Belgrad-Nowy Sad, który w przyszłości będzie jeździł aż do Budapesztu. Moment też nie był byle jaki – obaj liderzy przygotowują się do wyborów 3 kwietnia, obaj prowadzą w związku z nimi niemal bliźniacze kampanie wyborcze.

Problemy Orbana i Vučicia zaczęły się 24 lutego, wraz z inwazją Rosji na Ukrainę. Ci otwarcie prorosyjscy gracze, kultywujący dobre stosunki z Władimirem Putinem, musieli wtedy opowiedzieć się po którejś ze stron. Zachód czy Rosja, dopytywali się dziennikarze.

Jak się okazało – ani jedno ani drugie.

Tak jak w czasach zimnej wojny istniał Ruch Państw Niezaangażowanych, tak w chwili obecnej wyłaniają się „nowi niezaangażowani” – zdeklarowani pacyfiści. I tak jak oryginalni członkowie „trzeciego bloku” w chwilach kryzysu zawsze bardziej skłaniali się w kierunku ZSRR, tak i ci dzisiejsi i propagowane przez nich tezy podejrzanie sprzyjają rosyjskim celom geopolitycznym.

Zachowanie Matteo Salviniego mieliśmy już okazję omówić, dziś przeanalizujemy przedwyborcze wypowiedzi jeszcze dwóch świeżo upieczonych zwolenników „pokoju na świecie”.

Viktor Orban

15 marca w Budapeszcie odbył się „Marsz pokoju”, zorganizowany przez zwolenników partii Orbana Fidesz, a mający jakoby upamiętnić rewolucję przeciwko Habsburgom z 1848 roku.

Foto: Facebook

„W naszym interesie jest nie być ofiarnym pionkiem w czyjejś wojnie. W tej wojnie niczego nie wygramy, ale mamy wszystko do stracenia. Ani jeden Węgier nie może pozostać między ukraińskim kowadłem a rosyjskim młotem”, powiedział przy tej okazji Orban.

Rzucił też dwa hasła, które pozostają centralnym elementem jego przedwyborczej narracji: „Lewica chce wysłać węgierską broń i żołnierzy na linie frontu” i „Nie pozwolimy lewicy wciągnąć Węgier do tej wojny”.

„Chcemy pokoju”, Foto: Facebook

To niejako przedłużenie wypowiedzi Orbana z 24 lutego: „Węgry muszą trzymać się z dala od rosyjsko-ukraińskiego konfliktu wojskowego, bo najważniejszą wartością jest bezpieczeństwo kraju. Nie ma mowy o wysłaniu na Ukrainę żołnierzy czy broni.”

Węgierski premier stara się być „pomiędzy” także w sprawie nacisków na Rosję. Orban wyraził wprawdzie poparcie pierwszemu pakietowi sankcji (po wielkich naciskach światowej opinii publicznej także w sprawie wyłączenia Rosji z systemu SWIFT), ale już nie w sprawie energetyki.

Bo jeszcze jeden ważny przekaz Orbana to „interesy Węgier ponad wszystko”, a sankcje w sektorze energetycznym mogłyby się przyczynić do większych rachunków za prąd i gaz. Lider Fideszu doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że mimo całej sympatii społeczeństwa do ukraińskich uchodźców, nikomu nie uśmiecha się wizja „wojennej” drożyzny – i w swojej kampanii gra na tę właśnie kartę.

Generalnie Orbanowi sprzyja strach od wojny. W trudnych czasach wyborcy niechętnie zmieniają przywódców i to, co jeszcze parę miesięcy temu było dobrą pozycją startową zjednoczonej opozycji, dziś nagle stało się widmem porażki.

Aleksandar Vučić

Prezydentowi Serbii zarzucano, że prawie dwa dni nie miał oficjalnego stanowiska w sprawie inwazji na Ukrainę. Ale kiedy wyszedł przed dziennikarzy miał już nie tylko stanowisko, ale kompletną nową strategię wyborczą.

„Serbia szczerze żałuje wszystkiego, co dzieje się w Europie Wschodniej. Rosja i Ukraina zawsze były przyjaznymi krajami dla Serbii, a Serbowie uważają Rosjan i Ukraińców za bratnie narody. Utratę życia każdego człowieka na Ukrainie postrzegamy jako prawdziwą tragedię. Serbia jest zobowiązana do poszanowania zasad integralności terytorialnej i niezależności politycznej państw jako jednej z podstawowych zasad prawa międzynarodowego”, powiedział Vučić.

Prawo międzynarodowe z jednej strony, z drugiej jest zaś „tradycyjna przyjaźń” z Rosją – Serbia nie poparła więc wprowadzania jakichkolwiek sankcji agresorowi.

No i „fasola i groszek” – Vučić na konferencję prasową przyniósł zdjęcia z magazynów rezerw strategicznych i wyrecytował ile jest w nich groszku, ile fasoli, ile oleju, a ile sardynek. Nie zapomniał też powiedzieć, że mleko w proszku przywiozą niedługo z Chin. Czyli nie ma powodów do paniki, cokolwiek by się nie działo Serbowie nie będą głodni.

Foto: Screenshot

Dodajmy do tego bardzo melodramatyczny ton wystąpienia (dramatyczne pauzy, wznoszenie wzroku do niema, łapanie się za głowę) – i oto Vučić osiągną swój niewypowiedziany cel.

Dotarł do wyborców z przekazem, że czasy są trudne, na Serbię (świeżo jeszcze pamiętającą sankcje lat dziewiędziesiątych i bombardowanie w 1999 roku) czyhają różne niebezpieczeństwa, zmiana wodza mogłaby więc być katastrofalna w skutkach.

Zaraz po konferencji pojawił się nowy slogan „Pokój. Stabilność. Vučić”, a wyborców na dwa tygodnie przed głosowaniem straszy się „serbskim Majdanem”, przygotowywanym rzekomo przez opozycję.

Wiec w Leskowcu, Foto: Facebook

One thought on “Kampanie na Węgrzech i w Serbii: Pokój jako prorosyjski spin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: