Słownik rosyjskiej propagandy, część 3: Broń nuklearna

Jedna wypowiedź prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wystarczyła, aby wywołać histerię wokół domniemanej ukraińskiej „groźby nuklearnej”


Kilka dni przed rosyjską inwazją prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wziął udział w Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. W swojej emocjonalnej mowie zwrócił się do wszystkich obecnych tam światowych przywódców.

„Ukraina otrzymała gwarancje bezpieczeństwa za rezygnację z trzeciego na świecie potencjału nuklearnego. Nie mamy tej broni. Nie mamy też zabezpieczenia. Nie posiadamy również części terytorium naszego państwa większej niż Szwajcaria, Holandia czy Belgia. A co najważniejsze – nie mamy milionów naszych obywateli. Nie mamy tego wszystkiego. Dlatego mamy coś innego. Prawo do żądania przejścia od polityki ugody do zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa i pokoju”, powiedział Zełeński.

Foto: Getty Image

Dalej skomentował niefunkcjonalność Memorandum Budapeszteńskiego, na mocy którego Ukraina przekazała Rosji arsenał nuklearny ZSRR w zamian za co miała otrzymać gwarancje suwerenności i integralności terytorialnej. „Od 2014 roku Ukraina trzykrotnie próbowała zwołać konsultacje z państwami-gwarantami Memorandum Budapesztańskiego. Trzy razy bez powodzenia. Dziś Ukraina zrobi to po raz czwarty. Ja, jako Prezydent, zrobię to po raz pierwszy. Ale zarówno Ukraina, jak i ja robimy to po raz ostatni. Jeśli konsultacje się nie odbędą lub ich wyniki nie zagwarantują bezpieczeństwa naszemu krajowi, Ukraina będzie miała pełne prawo sądzić, że Memorandum Budapeszteńskie nie działa, a wszystkie decyzje pakietowe z 1994 roku budzą wątpliwości”, mówił dalej Zełenski.

Konstrukcja

Co zaś usłyszał Władimir Putin?

„Rozumiemy, że te słowa skierowane były przede wszystkim do nas. I chcę powiedzieć, że je słyszeliśmy. Od czasów sowieckich Ukraina ma dość szerokie kompetencje nuklearne – jest kilka jednostek jądrowych, a przemysł jądrowy jest dość szeroko i dobrze rozwinięty, są szkoły, jest wszystko, aby rozwiązać ten problem znacznie szybciej niż w tych krajach, które rozwiązują te problemy od zera. Ale jakie jest zagrożenie dla nas? Pojawienie się nawet taktycznej broni jądrowej na Ukrainie oznacza dla nas strategiczne zagrożenie. Przyjęliśmy to w ten sposób. I oczywiście musimy i będziemy to traktować bardzo poważnie”, powiedział rosyjski prezydent na konferencji prasowej 22 lutego.

Foto: kremlin.ru

24 lutego, uzasadniając inwazję, Putin poszedł krok dalej: stwierdził, że Ukraina ma już broń jądrową i trzeba ją teraz powstrzymać. „Cały przebieg wydarzeń i analiza napływających informacji pokazują, że starcie Rosji z tymi siłami [ukraińskimi nacjonalistami] jest nieuniknione. To tylko kwestia czasu: oni szykują się, czekają na właściwy czas. Teraz twierdzą również, że posiadają broń jądrową. Nie pozwolimy na to”, powiedział wtedy.

Jeszcze nim tematem zajął się Putin swój komentarz dał minister obrony Sergiej Szojgu. „To niezwykle niebezpieczne, niebezpieczne z kilku powodów. Po pierwsze, przez długie lata władzy sowieckiej i bycia częścią Związku Radzieckiego stworzono tam możliwości tworzenia takiej broni, nie tylko broni, ale także jej nośników”, powiedział dziennikarzom.

A to już słowa rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej z 24 lutego: „Reżim kijowski ​​podniósł kwestię, w zasadzie sugerował posiadanie przez Ukrainę broni jądrowej… Oni (Europa) powinni teraz zastanowić się, do czego może to doprowadzić.”

Media

Trudno o lepszy casus belli od potrzeby powstrzymywania szalonego ukraińskiego prezydenta.

Komentator agencji RIA Walerij Michajłow stwierdził, że nie pierwszy raz z Ukrainy dobiegają głosy o konieczności powrotu do broni atomowej, ale pierwszy raz mówi o tym sam prezydent. „Jeśli jednak Kijów zdecyduje się pójść drogą tworzenia broni jądrowej, na takie próby należy odpowiedzieć jak najostrzej: nie powinno być nawet minimalnej szansy, aby broń jądrowa wpadła w ręce nieodpowiednich ludzi, którzy uważają się za „antyrosyjskich” i wprost nazywają Rosję wrogiem swojego państwa”, napisał Michajłow.

Russia Today ma na podorędziu jeszcze czarniejszy scenariusz: „Według źródła RT [artykuł obfituje w anonimowe źródła] w ukraińskich kręgach politycznych nie ma gwarancji, że Kijów, przy obecnym poziomie korupcji w państwie, nie będzie nielegalnie sprzedawać broni jądrowej państwom trzecim.”

Według Pierwszego kanału z kolei „wypowiedź Zełenskiego nie jest pusta, ale to bardzo realne zagrożenie, mające na celu podważenie globalnego systemu bezpieczeństwa.”

W tym kontekście warto też przypomnieć tekst politolożki Tamary Guzjenkowy, opublikowany w Izwiestiach, a o który wspominaliśmy już w pierwszej części cyklu o rosyjskiej propagandzie. Guzjenkowa stwierdziła w nim, że celem rosyjskiej inwazji jest przerwanie ludobójstwa, ale też „wyeliminowanie groźby niekontrolowanej proliferacji broni jądrowej w centrum Europy, co wielokrotnie sugerował ukraiński prezydent, w końcu zmuszając oponentów do takiego czy innego zasiadania przy stole negocjacyjnym.”

Narracja o Rosji ratującej się przed ukraińską bombą atomową nie stała się może tak popularna, jak ta mówiąca o Rosji ratującej mieszkańców tzw. DRL i ŁRL przed ludobójstwem – zdecydowanie nie przeszła jednak niezauważona.

Fakty

Fakt pierwszy: Memorandum Budapesztańskie, przed łamaniem którego przestrzegają dziś Putin i jego świta, złamali właśnie Rosjanie i to jeszcze w 2014 roku anektując Krym.

Fakt drugi: Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba już w czasie trwania inwazji ostrzegł przed dalszą ewolucją propagandowej tezy o broni jądrowej i wyraził jednoznaczne stanowisko Ukrainy.

Wszystko inne jest fake newsem stworzonym na bazie zmanipulowanej wypowiedzi Zełenskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: