Trzy spoty wyborcze z tegorocznego finału Superbowl

Pieniądz rządzi amerykańskimi wyborami, politycy nie pożałowali więc dolarów na najdroższe reklamy na rynku. Oceńcie jak wypadli i czy warto było w nie inwestować


W Ameryce wybory wygrywa nie najlepszy, najsympatyczniejszy, ani nawet najbardziej popularny kandydat – wygrywa ten, który wydał najwięcej pieniędzy na reklamy.

Zwycięstwo w 2020 roku przyniosły Joe Bidenowi nie jakieś nadzwyczajne umiejętności, a dolary zebrane od donatorów – konkretnie ponad miliard, czyli kwota rekordowa w historii amerykańskich wyborów. Dla porównania, Donald Trump miał do dyspozycji „tylko” 774 miliony.

Biden znacząco prześcignął Trumpa w wydatkach w stanach tzw. swingujących (ani do końca demokratycznych ani republikańskich). I to one w końcowym rozrachunku przesądziły o nowym lokatorze Białego Domu.

Już za klika miesięcy oczekują nas mniej lub bardziej emocjonujące wybory gubernatorów w aż 36 stanach. Listopad przyniesie też wybór nowej Izby Reprezentantów i jednej trzeciej nowych senatorów.

W wielu miejscach trwają już kampanie przed primaries, nie powinno nas więc dziwić, że jedne z najdroższych reklam na rynku – te emitowane podczas finału rozgrywek Superbowl – sprzedały się w tym roku jak świeże bułeczki.

Let’s go Brandon

Najwięcej hałasu zrobił wokół siebie Dave McCormick, republikanin z Pensylwanii, planujący ubiegać się o mandat senatora (w maju czekają go partyjne primaries).

Jego 30-sekundowy spot to seria nagłówków prasowych, prowadzących nas przez największe porażki Joe Bidena: od rosnącej inflacji do wycofania wojsk z Afganistanu. W tle tłum skanduje „Let’s go Brandon”.

Kim jest Brandon, spytacie.

Brandon Brown to amerykański kierowca rajdowy. Kiedy w październiku zeszłego roku udzielał wywiadu stacji NBC Sports, tłum za jego plecami skandował „Fuck Joe Biden”. Dziennikarka stacji Kelli Stavast – czy to na skrzydłach politycznej poprawności czy złego słuchu – powiedziała wtedy „możemy słyszeć skandowanie Let’s go Brandon”.

I tak już zostało. Republikanie na oficjalnych wydarzeniach skandują od tego czasu „Let’s go Brandon” – a wszyscy wiedzą, co tak naprawdę chcą powiedzieć.

Szeryf z Arizony

Na odważny ruch zdecydował się też Jim Lamon, kandydat na senatora z Arizony.

W minutowym spocie Lamon jest szeryfem stającym do pojedynku z Joe Bidenem, Nancy Pelosi i demokratycznym senatorem Markiem Kellym. Kibicują mu mieszkańcy Arizony (tudzież „good people of Arizona”) zmęczeni, jak wykrzykują, inflacją, otwartymi granicami i cenami gazu.

Lamon strzela do prezydenta i jego świty i wprawdzie tylko wytrąca im z ręki broń, a oni sami uciekają – a jednak strzelanie do polityków wielu obserwatorów oceniło jako mocno kontrowersyjny ruch.

Guru jakości

Republikański kandydat na gubernatora stanu Michigan Perry Johnson przystąpił do advertisingu nieco inaczej i chyba najmniej oryginalnie.

W swojej reklamie Johnson opowiada o karierze biznesmena dbającego jak dotąd o najwyższe standardy w przemyśle samochodowym – teraz gotowego, aby wprowadzić jakość do polityki.

„To co zrobił dla naszych samochodów, zrobi dla naszego rządu”, głosi slogan Perry’ego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: