Skromność – skarb dziewczęcia, czyli dlaczego drogie torebki nie zawsze pasują do polityki

Problemem nie jest droga torebka – problemem są podwójne standardy polityków przejętych biedą obywateli, podczas gdy ich własne rodziny chwalą się luksusem


Torebka Chanel za 22 tysiące złotych, którą Kasia Tusk dostała w prezencie od męża, wzbudziła ostatnio sporo emocji.

To nie pierwsza „szanelka” na polskich politycznych salonach (w drogich torebkach gustowała Jolanta Kwaśniewska), zadebiutowała jednak w momencie wyjątkowo niefortunnym. Umówmy się: kiedy inflacja szaleje, rachunki rosną, a twój ojciec jeździ po Polsce rozmawiać z przedsiębiorcami na progu bankructwa, chwalenie się takimi nabytkami nieuchronnie przywodzi na myśl Marię Antoninę z jej złotą myślą o ciastkach zamiast chleba.

Jakkolwiek nie pomagała Kasi Tusk TVP – krytykująca ją z wdzięcznością słonia w składzie porcelany i tradycyjnie przyciągająca większą uwagę na swój neprofesionalizm niż na omawiany problem – mamy do czynienia z poważną gafą.

Szkoda, że córka lidera PO zapomniała o innych, nie tak zresztą dawnych, wpadkach z drogimi torebkami.

Rozrzutna Melania, patriotyczna Brigitte

Zacznijmy od Melanii Trump, byłej amerykańskiej pierwszej damy, której stroje zawsze szeroko komentowano w mediach. I to raczej pozytywnie. Mimo że wydawała na nie tysiące dolarów, nikt chyba nie oczekiwał od żony jednego z najbogatszych ludzi Ameryki ubrań z sieciówki.

Przynajmniej dwa razy Melanii dostało się jednak po uszach za rozrzutność.

Pierwszy raz, kiedy podczas pierwszego europejskiego tournée Donalda Trumpa pierwsza dama wystąpiła w płaszczu Dolce&Gabbana kosztującym 51 tysięcy dolarów. Suma ta zrobiła na Amerykanach wyjątkowo złe wrażenie. Włoski duet projektantów też zresztą spotkał się z krytyką, bo jako jedyny w tym czasie zechciał ubrać Melanię (świat mody bojkotował Trumpa).

Kontrowersje pojawiły się także na koniec mandatu Trumpa. Melania pożegnała się z Białym Domem w sukience Dolce&Gabbana, żakiecie Chanel, szpilkach Christiana Louboutina i z torebką Hermesa wartości 75 tysięcy dolarów. Komentatorzy uznali, że w ten sposób zakpiła sobie z wyborców męża i zestawili ją z ubraną dużo skromniej (i przez amerykańskich projektantów) Jill Biden.

Emine Erdogan swojego czasu pokazała się z torebką Hermesa za 50 tysięcy dolarów, ale to tak naprawdę szczyt góry lodowej, bo małżonka prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana znana jest z regularnych eskapad do najdroższych zagranicznych butików. Problem z tym konkretnie modelem polegał na tym, że w czasie, gdy Emine nosiła francuską torebkę, jej mąż wzywał Turków do… bojkotu francuskich produktów.

Tureckie media próbowały wyjaśnić, że pierwsza dama nie nosi oryginalnych torebek a podróbki, ale po pierwsze znaczyłoby to, że łamie prawo, po drugie – i tak nikt im nie uwierzył.

Sytuacja ma się nieco inaczej np. z Brigitte Macron, chyba najdrożej ubraną obecnie pierwszą damą w Europie. Bo pani Macron po prostu propaguje francuskie marki, a to, że są między nimi jedne z najdroższych na świecie, takie jak Chanel czy Louis Vuitton, to już nie jej wina.

Dlatego Francuzów nie bulwersują drogie stroje Brigitte. Nawet więcej – garderobę pierwszej damy uważają za przejaw patriotyzmu.

Zakupoholiczki na Bałkanach

Ale przenieśmy się w inną część Europy, gdzie – podobnie jak u nas – obwieszanie się metkami wywołuje złość elektoratu.

Była premier Chorwacji Jadranka Kosor zasłynęła swojego czasu z torebki Fendi Peekaboo w dwóch kolorach: jasnoszarym i czarnym.

Jej rzeczniczka prasowa, Martina Banić, usiłowała usprawiedliwić szefową, mówiąc, że to nie torebka Fendi, ale „imitacja. Potem, pod wpływem fali krytyki, że w takim razie pani premier łamie prawo, Banić, wyjaśniła, że Kosor nie nosi imitacji, ale „no name” torbę „bardzo podobną” do torebki Fendi.

Lidija Đukanović, pierwsza dama Czarnogóry, popisywała się z kolei torebkami Diora. Z pierwszą sfotografowano ją w Nowym Jorku w czasie sesji plenarnej Zgromadzenia Ogólnego ONZ, z drugą w Paryżu, na spotkaniu organizowanym przez Brigitte Macron. Obie fotografie zostały opublikowane na oficjalnym Instagramie jej męża.

Chyba jednak najbardziej rozrzutną małżonką na Bałkanach jest Sebija Izetbegović, żona Bakira Izetbegovicia, lidera największej muzułmańskiej partii w Bośni i Hercegowinie – SDA. Portal Žurnal podsumował kiedyś, że pani Izetbegović ma w swojej kolekcji torebki o wartości „setek emerytur”. A potem lawina ruszyła: media do dziś podliczają koszty jej garderoby przy każdym większym wyjściu.

Najnowsze „zdobycze” pani Izetbegović to torebki Dolce&Gabbana i Valentino.

3 myśli w temacie “Skromność – skarb dziewczęcia, czyli dlaczego drogie torebki nie zawsze pasują do polityki

  1. No to teraz powinien być odcinek o zegarkach. Sam Putin nie raz pojawiał się w zegarkach wartości jego rocznej prezydenckiej pensji. O Nowaku nie wspominam bo ten jego zegarek to nuworyszowskie bezguście straszne.
    Poza tym zwracam uwagę że zajmowanie się tym w co ubrane są rodziny polityków to miecz obosieczny. Bo bratanice ważnych polityków też lubią drogie torebki.

    Polubione przez 1 osoba

    1. O tak! Jest też 620 tysięcy dolarów na nadgarstku Dmitrija Peskowa i były premier Chorwacji Ivo Sanader, którego dobrym gustem zachwycali się prorządowi dziennikarze, a który przez ten „dobry gust” gnije dziś w więzieniu. Rzeczywiście warto się przyjrzeć tematowi.

      Polubienie

      1. Tyle ze PRowo temat bez znaczenia. Oczywiście sporadycznie (Chorwacja, Polska) w krajach demokratycznych powód do dymisji dla zbytnich wielbicieli bling-bling. Ale w większości przypadków po prostu „ni żre” podobnie jak damskie torebki.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: