Rząd Australii vs. Novak Đoković: Wszystkie błędy w komunikacji Australijczyków

Upłynie jeszcze sporo czasu zanim dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w przededniu turnieju tenisowego Australian Open. Na dzień dzisiejszy pewne jest jedno: rząd państwa-gospodarza tę rozgrywkę przegrał


Większego bałaganu w komunikacji nie widzieliśmy od dawna. Australia miała najpierw wydać serbskiemu tenisiście Novakowi Đokoviciowi zgodę na wjazd do kraju, mimo że ten nie jest zaszczepiony, a potem, kiedy Đoković wylądował już w Melbourne – anulować mu wizę.

Co się tak naprawdę się wydarzyło trudno jest dokładnie odtworzyć, bo po tym jak Đoković trafił do ośrodka dla azylantów w mediach rozpętała się prawdziwa wojna komunikacyjna, z której chyba nikt nie wyszedł bez szwanku.

Serb – bo jego rodacy (z ojcem Srđanem na czele) wpadli w kompromitujący nacjonalistyczno-patetyczny trans i nawet nie podjęli próby wyjaśnienia zasadności robienia dla Đokovicia „wyjątku medycznego” i zwalniania go z obowiązku bycia zaszczepionym.

Australijczycy – bo nie udało im się krótko i jasno uzasadnić podejmowanych kroków, przez co wpadli w chyba każdą pułapkę zastawioną na nich przez zwolenników Đokovicia i dziennikarzy.

Ponówmy więc kilka przykazań komunikacji kryzysowej – i zobaczmy jak zignorowały je australijskie instytucje.

  • Komunikuj

Frapująco mało przestrzeni australijscy politycy poświęcili podczas tego kryzysu na komunikację.

Premier Scott Morrison napisał jeden tweet, co miałoby sens tylko, gdyby przedstawiona w nim wersja wydarzeń była kuloodporna i gdyby sytuacja nie komplikowała się z godziny na godzinę.

Minister do spraw imigracji Alex Hawke ogłosił się po 24 godzinach od wyroku sądu na korzyść Đokovicia i to za pośrednictwem rzecznika prasowego.

W tym samym czasie Serbowie (w tym premier i prezydent Serbii) komunikowali jak szaleni, skutecznie zagłuszając wszelkie australijskie wyjaśnienia.

  • Bądź jasny i konkretny

Niejasności jest sporo.

Dlaczego Đokovićowi cofnięto wizę? Sprawa dotyczyła podobno niewłaściwie wypełnionego formularza wizowego, ale pojawiły się też głosy, że problemem był brak szczepionki.

Czy władze stanu Wiktoria dając tenisiście status „wyjątku medycznego” działały na własną rękę, a służba graniczna dowiedziała się o tym z jego Instagrama, jak zasugerował premier Morrison? Czy Đoković mógł w ogóle polecieć do Australii bez wizy w paszporcie?

Wciąż nie wiemy dlaczego zrobiono wyjątek dla Đokovicia. W mediach mogliśmy znaleźć dwie wersje: że jest on ozdrowieńcem, bo chorował na COVID 15 grudnia, albo też nie może się szczepić z powodu celiakii.

Pojawiły się także zastrzeżenia, co do autentyczności pozytywnego testu Đokovicia na COVID z grudnia zeszłego roku (które jednak PRowcy tenisisty postarali się wyjaśnić). Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Australii rozpoczęło w tej sprawie śledztwo.

Jeden trzyzdaniowy komunikat mógł rozwiać wszystkie wątpliwości i uciąć spekulacje.

  • Idź w zaparte

Można odnieść wrażenie, że rząd Australii ugiął się pod naciskiem opinii publicznej, potępiającej robienie wyjątku medycznego dla Đokovicia. Jeśli wszyscy mamy się szczepić, to powinno się to odnosić także na gwiazdy tenisa, twierdzili zgodnie Australijczycy ankietowani przez media.

Rząd miał więc dwie możliwości:

  1. Nie wydawać wizy Đokoviciowi licząc się z prawdopodobieństwem takiej właśnie reakcji społeczeństwa, lub też
  2. Wydać mu wizę, uzasadnić tę decyzję i tego się trzymać.

Lepsza zła decyzja i lekki spadek w notowaniach rządu, niż chaos i anarchia odbijające się na wizerunku Australii.

  • Nie wydłużaj agonii

W poniedziałek, po wyroku sądu na korzyść Đokovicia, w mediach długo krążyła informacja, że został on aresztowany zaraz po opuszczeniu hotelu dla azylantów. Potem pojawiła się druga – że minister Alex Hawke ma cztery godziny, by ponownie anulować wizę tenisisty.

Potem nagle okazało się, ze minister ma na to kilka dni.

Potem, że zaczeka, bo chce najpierw dostać rezultaty śledztwa w sprawie pozytywnego testu Đokovicia.

Szybkie podjęcie decyzji mogło zakończyć agonię komunikacyjną.

  • Dopilnuj spraw technicznych

Nie jest to może wina rządu, ale wprost niewiarygodne, że transmisja posiedzenia sądu, na którą czeka cały świat zaczęła się… filmem porno. Jak się okazało – był to tylko prank.

Tym niemniej wniosek sam się nasuwa: dbałości o cyberbezpieczeństwo nigdy za wiele.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: