Co w święta zamiast Kevina? Cztery najlepsze seriale o spin doktorach

Dla tych z was, którzy w święta mają ochotę na coś innego niż zwykły zestaw bożonarodzeniowych filmów, kilka rekomendacji


Jakoś tak się utarło, że większość polityków do kanonu swoich „lektur obowiązkowych” zalicza „House of Cards”. Frank Underwood nie był bynajmniej pierwszym mistrzem marketingu politycznego, chociaż na pewno stał się tym najbardziej rozsławionym. Mi akurat serial przejadł się już po pierwszym sezonie, dlatego dziś przedstawię wam parę alternatywnych propozycji o nawet lepszych, a niekiedy po prostu bardziej autentycznych, spin doktorach.

Borgen

Mój osobisty faworyt. Przygody pierwszej pani premier w historii Danii. Niewydumana fabuła, raczej polityczna codzienność, niż wielkie zwroty akcji, ciekawe spojrzenie na politykę z perspektywy kraju tak innego niż Polska. Jest tu parę tematów bardzo życiowych, np. formowanie nowej partii i „życie po polityce”.

Foto: Netflix

Jeśli chodzi o samych spin doktorów, trochę przeszkadza płynność przejścia z miejsca doradcy ds. PR na miejsce niezależnego komentatora (to akurat model amerykański), ale też awans dziennikarki na miejsce głównego PR stratega i to od razu świetnego. W prawdziwym życiu to akurat nie jest takie proste, bo marketing polityczny ma stronę, której dziennikarze najczęściej nie widzą i nie rozumieją i wymaga po prostu doświadczenia.

Ekipa

Foto: Filmweb

Rodzima produkcja z 2007 roku w reżyserii Agnieszki Holland, warta odświeżenia. To political fiction o profesorze ekonomii, który splotem przypadków zostaje polskim premierem. Serial mówi o klasycznym marzeniu wielu wyborców: „co by było gdyby pojawił się nagle poczciwy i uczciwy nie-polityk i zbawił Polskę od partii”. W prawdziwym życiu byłoby pewnie nie najlepiej, bo stare partyjne wygi unicestwiłyby go w pięć pierwszych dni mandatu – w „Ekipie” idzie mu całkiem nieźle.

W przeciwieństwie do „Borgen”, więcej tu afer, skandali i konfliktów, ale są też ciekawe obrazki z życia kancelarii premiera. 

Skandal

Foto: ABC

Olivia Pope zajmowała się komunikacją w Białym Domu, a potem otworzyła własną firmę – coś na pograniczu agencji PR, agencji detektywistycznej i kancelarii prawnej. Jest sporo wątków PR-owych i ciekawie opracowanych kulis kampanii wyborczych. W prawdziwym życiu trup nie ściele się jednak tak gęsto, frapujące są też wątki gdzie np. szef gabinetu prezydenta ot tak sobie daje swojemu mężowi pracę szefa biura ds. komunikacji i nikt nie widzi w tym nic niewłaściwego. W ogóle nepotyzmu i kilentyzmu serialowych bohaterów nie powstydziłby się Donald Trump.

Nie jestem też fanką tkliwego wątku miłosnego, ale to już rzecz gustu.

Sukcesja

Foto: IMBd

Zanim zawładnie nią ambicja przejęcia rodzinnej firmy, Siobhan Roy jest w pierwszym sezonie strategiem i doradcą kandydatów na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej (co stawia ją w otwartym konflikcie z rodziną o tradycjach republikańskich). Warto zwrócić uwagę na to, jak w Ameryce dobry strateg sam wybiera sobie kandydata i to pod kątem jego szans na zwycięstwo, bo, wiadomo, jeśli jesteś w zwycięskiej ekipie to po wyborach na ciebie też czeka ciepła posadka w Białym Domu. Wątek polityczny wraca w trzecim sezonie, kiedy Connor Roy sam postanawia zostać kandydatem na prezydenta. Jest tu też Kendall ogarnięty obsesją budowania wizerunku – znów dobry wątek PR-owy.

Jakieś dziesięć dni temu HBO wyemitowało finałowy odcinek serialu, to więc wymarzony moment dla „binge-watcherów”.

One thought on “Co w święta zamiast Kevina? Cztery najlepsze seriale o spin doktorach

  1. „Skandal” i „Ekipa” to seriale koszmarnie złe w warstwie merytorycznej. Bez żadnej dbałości o detal zawierają rzeczy i absurdalne i niezgodne z prawem. Duńskiego nie widziałem, „Sukcesja” politykę traktuje jako dekoracje. Ogromna dbałość o detale to „West Wing” Sorkina. Spokojnie można nauczyć się o amerykańskim systemie wyborczym i politycznym. Sezony 6 i 7 to znakomity opis machiny wyborczej. Serial ma jeden błąd gdyż realizowany jest od początku do końca z pozycji idealistycznych i zawiera romantyczną wizję polityki. Co do „House of cards” jako serial o polityce polecam jedynie 3 sezony brytyjskiego oryginału. Amerykański to popłuczyny z tragicznie wydumanymi fabułami.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: