Łukasz Mejza uczy jak nie prowadzić komunikacji kryzysowej

Tylu błędów w komunikacji kryzysowej świat nie widział od dawna. Dziś uczymy się na komunikacyjnych porażkach Łukasza Mejzy


Komunikacja kryzysowa – jeśli porównamy ją z innymi narzędziami public relations – jest niemal nauką ścisłą. Wielkie korporacje mają najczęściej manuale kryzysowe z dokładnymi instrukcjami jak reagować na kryzys wizerunkowy krok po kroku (od podejmowania decyzji czy aby na pewno mamy do czynienia z kryzysem do ewaluacji podjętych działań); politycy protokoły kryzysowe przygotowują najczęściej ad hoc, kierując się mniej więcej tymi co kompanie zasadami. To przede wszystkim proaktywność, szczerość, transparentność, szybkość i dokładność. Przedstawienie faktów, jeśli oskarżono nas bezpodstawnie, przyznanie się do błędu i przeprosiny, jeśli jesteśmy winni.

Reagowanie w kryzysie jest więc sprawą dużo prostszą niż mogłoby się wydawać.

Aż trudno uwierzyć, że można ją spartaczyć tak spektakularnie jak zrobił to Łukasz Mejza.

Dziś będziemy wyciągać wnioski z jego błędów, bazując się przede wszystkim na konferencji prasowej z 8 grudnia.

  • Zła strategia 1: Obrona przez atak

Gdzieś mignął mi nagłówek prasowy, że na konferencji Mejza tłumaczył się ze swojej działalności. Otóż nie. Łukasz Mejza o firmie Vinci NeoClinic ledwie napomknął, a swoje ponad dziesięciominutowe wystąpienie poświęcił robieniu z siebie ofiary opozycji. „Największy atak polityczny po ‘89 roku”, „próba cywilnego zniszczenia osoby”, „nakręcanie spirali nienawiści”, to niektóre rzucone przez niego hasła (za hasła ma akurat plus, bo powtarza je jak refren i wpadają w ucho, chętnie podchwycili je więc dziennikarze). Opozycja chce przejąć władzę „przy zielonym stoliku” a nie na wyborach, nękają mi rodzinę i przyjaciół, żali się wiceminister machając teczką z pozwami. I wspomina o pośle Maksymowiczu i marszałku Grodzkim, których jakoby tendencyjne media nie niepokoją żadnymi pytaniami.

  • Zła strategia 2: Strategia strusia

Wspólnik Mejzy Tomasz Guzowski uciekł się do innej strategii, mianowicie problem zupełnie zignorował. Zamiast mówić o działalności spółki po prostu opowiedział historię swojej choroby. Nic nie wyjaśnił, a jego celem było pewnie wywołanie współczucia.

  • Brak szybkości

Materiał Wirtualnej Polski został opublikowany 24 listopada. Tego samego dnia Łukasz Mejza wyłuszcza swoje tezy na Facebooku, ktoś mógłby więc powiedzieć, że zareagował od razu. A jednak, w kryzysie warto uciec się do zasady proporcjonalności. Post na Facebooku jest dobry, jeśli odpowiadamy na inny post. Dziennikarskie śledztwo tej wagi i w tak społecznie wrażliwej sprawie wymaga rzeczowej konferencji NATYCHMIAST, a nie po dwóch tygodniach.

  • Brak transparentności

Na konferencji prasowej Łukasz Mejza nie odniósł się w żaden sposób do materiału Wirtualnej Polski i nie odpowiedział na stawiane mu zarzuty. Na jego Facebooku 24 listopada pojawił się jeden trochę bardziej rzeczowy argument: „Po powzięciu informacji o wątpliwościach natury medycznej i moralnej dotyczących tej terapii, natychmiast wycofałem się z działalności firmy. W związku z tym nie tylko nie odniosłem najmniejszych korzyści majątkowych, ale poniosłem koszty finansowe. Zainwestowane środki potraktowałem jako własne straty.”

Może dałoby się popracować z tą tezą? Zupełne ignorowanie argumentów dziennikarzy sprawia, że ja, jako niezależny obserwator, od razu zaczynam myśleć, że WP napisała samą prawdę, a Łukasz Mejza jest winny.

Szczególnie, jeśli „konferencja prasowa” okazuje się być wystąpieniem Mejzy i Guzowskiego, a dziennikarze nie mają możliwości zadawania pytań. Jednym z elementów każdego protokołu kryzysowego jest przygotowanie pakietu Q&A – gotowca mającego nam pomóc w interakcji z mediami. WP wiele ułatwiła Mejzie, bo pytania, na które dziennikarze nie dostali odpowiedzi umieściła na końcu tekstu.

Wychodzę z założenia, że nie ma pytań, na które nie da się odpowiedzieć w sposób satysfakcjonujący osobę walczącą z kryzysem. A jeśli są, cóż – Mejza znów serwuje nam swoją winę na tacy.

  • Brak empatii

Łukasz Mejza w żaden sposób nie odnosi się do poszkodowanych, z którymi rozmawiali dziennikarze WP. Empatię zarezerwował dla siebie i Tomasza Guzowskiego. Zwróćcie uwagę jak teatralnie kiwa głową słuchając historii choroby wspólnika.

Wielki minus za kiepskie aktorstwo, drugi za czytanie z kartki.

  • Brak podjętych kroków

Kryzysy lubią proste i szybkie rozwiązania. Sprzedałeś wadliwy towar? Zaproponuj wymianę. Uchwaliłeś niedoskonałą ustawę? Zaproponuj drugą, która naprawi niekorzystne rozwiązania. Oszukiwałeś, kłamałeś, kradłeś? Podaj się do dymisji i wesprzyj organy sprawiedliwości w rozświetlaniu całej sprawy.

Rozwiązanie Mejzy jest dziwaczne (urlop) i nie do końca zrealizowane (głosował w Sejmie w zeszły piątek).

4 myśli w temacie “Łukasz Mejza uczy jak nie prowadzić komunikacji kryzysowej

  1. „Komunikacja kryzysowa – jeśli porównamy ją z innymi narzędziami public relations – jest niemal nauką ścisłą.”
    Może w biznesie ale na pewno nie w polityce. Niejeden doktorat powinien powstać w temacie działań kryzysowych podejmowanych przez polityków które przedstawione zasady wywracały do góry nogami a działały wyśmienicie (patrz chociażby „pussy gate” Trumpa przed wyborami w 2016). Reakcja powinna być przede wszystkim dostosowana do bieżących okoliczności oraz możliwości i potencjału osoby w tarapatach. Innymi słowy trzeba wiedzieć cynicznie co kupi „ciemny lud”. I ja strategi Mejzy nie uważam za nieracjonalną czy błędną. W sytuacji kiedy prawdziwość zarzutów jest wysoka może jedynie sprzedawać własną kontrnarrację. Dla racjonalnych ludzi jest ona idiotyczna ale pamiętajmy że elektorat foliarzy i fanów ojca Boszabora to także liczna grupa. Do nich te głupoty mogą trafić.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Niby zasady są po to, żeby je łamać, z tym, że to też trzeba umieć. W tym akurat wypadku myślę, że Mejza może sobie sprzedawać kontranarrację, ale może też pójść w odstawkę jako wiceminister. Z korzyścią dla siebie i dla koalicji. Szkoda, że tak ciężko odkleić się/być odklejonym od stołka…

      Polubienie

      1. Myślę że Panu Posłowi to czy będzie ministrem czy wice w jakiejś spółeczce z 20 k miesięcznie to akurat wisi i powiewa (choć chyba w spółce nie może być bez rezygnacji z mandatu ale wiadomo o co chodzi) kasa się musi zgadzać i tyle. Natomiast wkomponowanie się w szerszą narrację „naszego” zaszczutego przez wiadome „media” jest w mojej ocenie bardziej niż racjonalne bo PiS „swoich” bardzo aktywnie broni.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: